Powoli znikają z pejzażu polskich osiedli i blokowisk małe, lokalne targowiska i ryneczki. Można było na nich kupić nie tylko tanie owoce i warzywa, ale również wiejski nabiał. Raz lub dwa razy w tygodniu przyjeżdżali ludzie ze wsi i handlowali jajami od kur hodowanych na podwórkach, twarogiem swojej roboty, śmietaną, czasem kurami lub kaczkami. Targowiska te były bardzo wygodną forma zakupów dla mieszkańców osiedli, ponieważ zaczynały swoja działalność wcześnie rano i można było się na nich zaopatrzyć przed pójściem do pracy. Dla zaprzyjaźnionych, stałych odbiorców chłopi przywozili także prawdziwe mleko od krowy, wiejski chleb , ziemniaki i cebule na zimę. Wszystko to nie spełniało norm europejskich dotyczących handlu żywnością i stało się nielegalne. Czasem nawet teren, na którym odbywał się ten handel nie miał statusu targowiska. Małe ryneczki zniknęły, podległy likwidacji i teraz kupienie prawdziwego, krowiego mleka albo śmietany staje się praktycznie niemożliwe. Co dziwniejsze, staje się to niemożliwe również na wsi.